Wednesday, 11 March 2009

sztuczny uśmiech

Mam dobry humor. To zaskakujące, ale mam dobry humor! Naprawdę, wspaniałe uczucie. Nie robię nic, co dawałoby mi radość, a jednak. Udaje się. Sekret? Tkwi w moich myślach. Czasem potrafię wyobrazić sobie tyle szczęścia, że zaczynam w nie wierzyć. I tak od jakiegoś czasu żyję myślami kilka lat wcześniej. Wydaje mi się, że czas nie upłynął i wszystko jest możliwe. Włączam sobie radosną muzykę, która kiedyś umilała i stanowiła podstawę życia. Słucham jej z dziwnym sentymentem. Widzę wtedy obrazy, czuję zapach, czuję ciepło lub chłód, który wtedy mi towarzyszył. Zatracam się w tym i już nie wracam do rzeczywistości. To zabawne, bo ta ułuda
towarzyszy mi nieustannie. Tak bardzo pochłania moją rzeczywistość, że nie poznaje ludzi na korytarzu. Nie słyszę kiedy ktoś do mnie mówi. Nie reaguję. A moja twarz prawdopodbnie przybiera minę nieadekwatną do sytuacji. Potrafię zaśmiać się w duchu i niespodziewanie wzbudzić tym zainteresowanie innych. Czym? Głośnym śmiechem, który słychać w sali obok.
Uciekam w sen. On daje najwięcej przyjemności. Przez kilka godzin mogę myśleć, być tu i tam. Mogę wszystko. Po tych seansach, trudno jest powrócić od razu do świata żywych. Dlatego mam uśmiech na twarzy. Kiedy zaczyna mi go brakować, zamykam się znów. Ja i moje fantazje. A może tylko wspomnienia? Cudownego życia, które miałam. Niedocenionego. Bezpowrotnie utraconego.

1 comments:

Anonymous said...

niech żyje pozytywna FAZA (: