Pustka może stać się wypełniona.
Szkoda,że nie potrafię tego opisać.
I nie chcę kolejny raz się rozczarować.
Thursday, 26 November 2009
stwierdzenie
Tuesday, 13 October 2009
bo sama lepiej nie napiszę
***
kiedy się nakwaszę
umiem zrozumieć drzewa
i sęki w deskach podłogi
wiem co czuje pogrzebacz
życie własne mają nogi
co tez rozumiem
więc teraz mi przebacz
ciebie nie rozumiem
zbyt kręte twe drogi
nawet wtedy miły*
kiedy się nakwaszę
Saszka Gałecki
* winno być miła, ale nie miało by takiego sensu jak z użyciem słowa miły
Friday, 2 October 2009
Tuesday, 22 September 2009
nalewki style
zaraz się zacznie.
zaraz się zacznie, mówię Wam.
poproszę pięćdziesiątkę.
proszę.
chlup.
zaraz się zacznie.
ale co?
poproszę pięćdziesiątkę.
mówię, wam, zaraz się zacznie!
chlup.
poproszę pięćdziesiątkę.
ale co się zacznie?
poproszę jeszcze jedną.
a kto zapłaci?
aj waj! już się zaczęło!
Thursday, 10 September 2009
na fali
Doszło do tego, ze jedyna osoba z która sie obecenie widuje jest przeze mnie oplacana. Place za spotkania. Boze. Juz to widze, za kilka lat, 10 czy 15 bede powazna pania. Menadżer czy dyrektor. W każdym razie ambitnie do gory bede szla. Ale po pracy, w ktorej wszyscy beda musieli mnie sluchac. Po kilka godzinach spedzanych z ludzmi, ktorym poniekad bede placic, wroce do mieszkania. Pewnie bede jezdzic zajebistym samochodem. Takim z napedem na 4 kola i skorzana tapicerka. Wroce do mieszkania i co? Nie bede miala do kogo sie odezwac.
Kurwa jebana mać.
Moze i jęcze, jestem nieznosnia. Jestem wkurwiajaca, duzo mowie. Wydaje wszystkie pieniadze na ubrania. Moze i jestem egoistka. Moze tak. I nie lubie jak ktos mi mowi, co mam robic.
Nie wazne juz. Nikt mi nie jest potrzebny. Przeciez mozna za wszystko zaplacic. Kartą master kard.
Monday, 10 August 2009
wiesz co?
mam pracę
mam pieniądzę
mam dużo rzeczy
chyba jestem zdrowa
ale nie jestem szczęśliwa
mam w kieszeni szminkę i w kieszeni nóż
stoję na balkonie, palę papierosa
Warszawa i JA(fa)
stoję na balkonie palę papierosa,
szkoda, ze to wszystko się kiedyś skończy
Friday, 24 July 2009
W odpowiedzi na pytanie.
Kiedyś zajmowałam się muzyką, jednak nigdy do tego się nie nadawałam. Jakoś tak po prostu, pewnego dnia zagrałam ostatni koncert. Pół roku później był pierwszy z nowym zespołem, który też okazał być się ostatnim. W tej chwili takie rzeczy dzieją sie tylko w mojej głowie. Nie potrafię urzeczywistnić moich myśli. Wygodnie. Bezpiecznie. Bez możliwości upadku.
Co tu więcej.
Ubieram się dziwacznie. Czasem jak Tola z B27. Czasem jak różowa landryna. Czasem jak uczennica z angielskiej, prywatnej szkoły. Czasem lans na burżuja, czasem na żula. Takie skrajności.
Używki.
No oczywiście, jak każdy młody, hujowy, zdołowany człowiek. Wino lubię i coś do palenia także.
Dieta.
Jestem człowiekiem ciągle odchudzającym się. Ale bez efektów. Tkwię w tym swoim ciele i to mnie dołuje. Chciałabym, żeby człowiek mógł istnieć bez ciała. Sama jego istota, bez cielesności. To naprawdę ułatwiłoby życie.
Religia.
Nie wierzę w istnienie boga ani Boga. Nie chodzę do kościoła, chociaż mam za sobą chrzest, komunię i bierzmowanie. Byłam w "sekcie" RRN. I dlatego lubię śpiewać piosenki religijne. Naprawdę!
Lubię punk rocka, jazz i zakupy przez internet.
I nigdzie nie wybieram się na wakcje.
Cześć.
Wednesday, 15 July 2009
śmierdze jak pies kiedy jest tak gorąco
Wystarczy mi drobne ziarnko piasku w bucie, żeby dzień przystroić awanturą. Ależ ze mnie huj złamany, żeby tak się wydzierać za nic. Bo zupa była za słona. Bo bluzka za bardzo opinała się na brzuchu ("ale ja w cale tego nie widzę, przesadzasz Magdusiu"). Ale ja widzę, czuję. A potem mówię, że życie jest beznadziejne a ja jestem darmozjadem. I tak jest. Beznadzieja. To najgorsze słowo. Jestem darmozjadem, ostatnio pieniądze zarobiłam we wrześniu zeszłego roku. Od tamtej pory pracy nie mam.
Kurwa, ale jestem hujowa.
Wednesday, 8 July 2009
the hearts asks pleasure first. the promise. always?
Sunday, 5 July 2009
początek to dzieło Wałogryza z Włodawy - pozdrawiam
sto lat po pogrzebie
biednego żebraka
grzebał w ziemi
chłop popierdolony
i jak go odnalazł
tego trupa w lesie
to wyruchał
tak jak umiał
i dostał rzeżączki
kiły i mogiły
jak jego przywódca
umarł na syfilis
bo to było w Związku Sowieckim
z tego taki morał
płynie bardzo mądry
weź nie ruchaj
trupa w lesie
Saturday, 20 June 2009
Monday, 1 June 2009
nie!
na razie nie będę pisać notek, bo czuje sie źle. mam depresje, powraca magda z kompleksami, hujowym wszystkim i wszystkim i wszystkim i do tego beznadziejnym. i nie sądze, że Internet zniesie kolejną księżniczkę jęczybułę.
cześć
Tuesday, 19 May 2009
Pragnienie zaspokojone.
napisane
18 lutego 2009
Monday, 11 May 2009
kura
Wednesday, 22 April 2009
Boże
Tuesday, 21 April 2009
apopołudniu
widzę kolor, smak, zapach i temperaturę
2 LAMPKA
Głowa trochę ciąży, trochę rwie na boki. Obok łóżko, może skorzystam. Czuję jakieś dobre ciastko. Zakazane mi ciastko. Dobre. Gitara gra i jest jak w wakacje. A słońce świeci. I jest tak jak ma być. Piję powoli, cieszę się smakiem. Chwilą.
3 LAMPKA
Mam Cię tylko dla siebie! Zazwyczaj wybieram półwytrawne, na chwilę obecną miałam tylko takie. Krasnoje polusladkoje, Staroj Monach. Mołdawskie.
4 LAMPKA
Gaśnie świat. Trzeba iść na wykład.
Tuesday, 14 April 2009
nie mam
znajomych.
jak przyszło co do czego, to jeden, jedyny człowiek (oprócz tego, który zawsze chce) miał dla mnie czas. Miał 3 godziny i je wykorzystałam.
Więcej nie miał.
Więc teraz siedzę tu i wymyślam strategie długofalowe.
Brak efektów.
jedno słowo:
________ kurwa
Wednesday, 25 March 2009
potrzebny doktor Paj Chi Wo
***
A tak w ogóle, to źle się czuję. Fizycznie. Głowa. Brzuch. Kości. Wszystko na zmianę lub złośliwie - jednocześnie. I nie ma w tym sprawiedliwości. Czemu mnie boli głowa? A czemu nie Ciebie? Wolałabym, żeby wszystkich bolała głowa a mnie to opuściło. Tak. Tak. Tak. Jestem egoistką. Altruizm zostawiam Tobie. Od tak, bo dość mam współczucia i użalania się innych. Teraz ja się użalam. Tutaj mogę. Mogę jęczeć, narzekać i krzywić się.
Jęk. Ach! Ojej! Sss.. Oh! Oh, zabierz ten ból. Panadol ani żaden Pyralgin (Pyralgina? Pyralginum? - panie farmaceutki, aptekarki, panie magister zawsze mówią Pyralgina) nie zrobią tego. Ja już to sprawdziłam. Kiedy ból głowy przychodzi 8 razy na 7 dni w tygodniu (jak to możliwe?) to już żaden lek nie pomaga. Wentylacje. Wietrzenie. Spacer. Używki. Jedzenie. Brak jedzenie. Muzyka. Brak muzyki. Hałas. Cisza. Nic nie pomaga. Może to urojenie?
A na domiar złego słońce, które jest schowane za chmurami razi!
Co się ze mną dzieje? Może ktoś z Was, skrytych czytelników wie? Wyraź to!
Tuesday, 17 March 2009
możesz wierzyć albo nie
Recytowali dla mnie wiersze, obsypywali kwiatami. Pieścili namiętnie każdy kawałek mojej duszy. Czasem wystarczył im mój uśmiech, by poczuli to, za co innym należało płacić. Jako jedyna miałam swobodę wyboru. Mogłam odmawiać. Mme Anne była moją daleką ciotką. Nie potrafiła traktować mnie tak samo jak inne. Nigdy, tak jak one, nie trafiłam na ulicę. Nigdy też, nie miałam tam trafić.
Pierre był jednym z nich. Obnosił się do mnie z szacunkiem godnym Najświętszej Panienki. Szeptał: Bonjour Princesse. Comment ca va? Tu es belle comme une fleurette, qui j'ai vole pour Toi. Jakże uroczo brzmiał francuski w jego ustach. Przychodził pod dom zawsze, kiedy słońce zaczynało chować się za murami miasta. Uwielbiał zachody słońca. A ja uwielbiałem Pierra. Beztrosko porywał mnie na nocne spacery wśród starych kamienic. Rozmawialiśmy o filozofii, kulturze, poezji. Dekadencja prowadziła nas wprost do Noire Minette. Miały tam miejsce spotkana bohemy, do której należał. Chodziłam tam z wielką ochotą. Uwielbiałam zanużyć się w ich poezji. Słowa oplatały mnie niczym ciepłe, męskie ramiona. Piłam absynt, ach! niemiłosiernie palił przełyk. Wyzwalający demon swobody umysłu wstrząsał moim ciałem. Martin częstował mnie papierosami, a George ustępował swojego miejsca.
Wednesday, 11 March 2009
sztuczny uśmiech
towarzyszy mi nieustannie. Tak bardzo pochłania moją rzeczywistość, że nie poznaje ludzi na korytarzu. Nie słyszę kiedy ktoś do mnie mówi. Nie reaguję. A moja twarz prawdopodbnie przybiera minę nieadekwatną do sytuacji. Potrafię zaśmiać się w duchu i niespodziewanie wzbudzić tym zainteresowanie innych. Czym? Głośnym śmiechem, który słychać w sali obok.
Tuesday, 3 March 2009
łóżko a nad nim wspomnienie
Zastanwiam się właśnie nad istotą przyjaźni. Nigdy nie miałam wielu przyjaciół. Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że było ich zaskakująco mało. Dwie? Trzy, trzy osoby. Chłopak i dwie dziewczyny. Z dwójką z nich nie mam w ogóle kontaktu. Z trzecią osobą czasem koresponduję przez Internet. Robert. Agata. Justyna. Kolejność wymieniania nie jest przypadkowa. Zaczęłam od osoby, z którą zaprzyjaźniłam się najwcześniej, jednocześnie, to ta, która pozostawiła w moim sercu największą ranę. Nigdy wcześniej nie myślałam, że to tak (sic!) się skończy.
Bo cóż to jest przyjaźń? Arystoteles powiada, że jest jedną z cnót. Wyróżnia przyjaźń idealną, która jest wartością samą w sobie. Jego filozofia jednak zakłada istnienie przyjaźni opartej na pewnym celu, który ludzie chcą zrealizować. Może to być przyjemność czy też użyteczność.
Głupia! Nigdy więcej tak nie ufaj ludziom! Dotarło do mnie wreszcie, że przyjaźń to coś bardzo niezdrowego. Przebywając z kimś często, przywiązałam się to tej osoby. Tym trudniej znieść rozstanie. To chyba nawet więcej niż miłość. Przyjaźń jest pozbawiona wszelkich cech negatywnych. Nie ma w niej zazdrości a po rozstaniu nie powinno pojawić się cierpienie. Moja przyjaźń była cudowna. Nieświadoma, ślepa na otaczającą mnie rzeczywistość wkładałam w to uczucie całą siebie. Nie sądziłam, że kiedyś się skończy. Żadna. Pomimo, że jedna się skończyła, ja brnęłam w następną. W rezultacie z przyjaciela zostało mi kilka wspomnień i zdjęcie przyklejone przy łóżku. Niby wszystko między nami skończone, nie mam od nich wieści od dawien dawna. Gdybym kogoś spotkała (spotkałam!) na ulicy, nie miałabym o czym rozmawiać. Życie toczy się dalej i tylko gorzki smak w ustach pozostał. Obiecujące znajomości okazały się być kolejną pomyłką. Godziny spędzone razem na rozmowach i wspólnych zainteresowaniach, teraz nie mają żadnego znaczenia.
Pytam się czemu? Dlaczego to wszystko się teraz dla Was nie liczy? Jestem bardzo wrażliwą kobietą, wszystko, absolutnie wszystko biorę sobie do serca. Czasem kilkaset razy analizuję jedną, błahą rozmowę. Choć mam ochotę do Was napisać i rzucić się na szyję przy najbliższej okazji, to tego nie zrobię. Coś w środku mnie zastygło. Coś w środku mnie bardzo cierpiało i teraz nie chce tego więcej. Coś w środku mnie, wie, że dla Was już nie istenieję. A te zdjęcia przy łóżku? Nie potrafię ich zdjąć, przypominają mi,że kiedyś byłam dla Was ważna.
Saturday, 28 February 2009
Razem, czyli osobno?
Wakacje nad morzem.. same dobre wspomnienia.
Cały rok zawirowań i rozłąki.
Kolejne razem (?) spędzone wakacje.
A teraz jak jest? Razem, osobno? Pytam siebie. Pytam Ciebie. Nie mam odpowiedzi. Czasem razem, czasem osobno. Tak nie jest dobrze, ale nie może być inaczej. Nie potrafię być przy Tobie cały czas. Ani Ty tego nie uczynisz. Nie teraz. Teraz na pewno nie.
Chciałam napisać miło i przyjemnie, lekko o naszej znajomości. Nie potrafię, w głowie, w sercu, w pamięci mam więcej tych przykrych obrazów. Łzy. Moje i te Twoje. Pomimo tego, czuję ciepło kiedy o Tobie myślę. Chcę do Ciebie wracać i robię to. W Twoich ramionach odnalazłam schronienie. Pomimo zła, które wzajemnie sobie dajemy, nadal Cię kocham. Coś w środku mówi mi, że to jeszcze nie jest koniec. Naprawdę nie mam pojęcia jak ma wyglądać nasze dalsze życie. Ty też nie wiesz, co będzie za rok, czy dwa. Wiem, że dzisiejszy wieczór spędzę w objęciach Ukochanego. Ale jak będzie jutro? Razem, czy osobno. Nie wiem. A może razem - czyli osobno.
Wednesday, 25 February 2009
o Ironio!
Wszystko to przez kulture, w ktorej sie wychowalam. Kobieta, ktora z udawanym wstydem przyjmuje komplementy jest uwazana za dobrze wychowana. Kiedy w zartach, na komplement odpowiadam stwierdzeniem: dziekuje, ale wiem o tym, ze.. zostaje uznana, za bezczelna egoistke.
Tak chyba lepiej sie zyje. Wredni, zlosliwi, egocentrycy. Ludzie o zimnym sercu, chlodnym, trzezwym umysle. Wyrachowani, dumni, butni i wierzacy w siebie. Kochajacy. Podziwiajacy. Uwielbiajacy... siebie. Tak. Tym, zyje sie o niebo lepiej. Od dzis. Od dzis postanawiam twardo stapac po ziemi. Od dzis, moj drogi.
Ani jafa.
Jestem piekna. O tak!

