Thursday, 26 November 2009

stwierdzenie

Pustka może stać się wypełniona.
Szkoda,że nie potrafię tego opisać.

I nie chcę kolejny raz się rozczarować.

Tuesday, 13 October 2009

bo sama lepiej nie napiszę

***
kiedy się nakwaszę
umiem zrozumieć drzewa
i sęki w deskach podłogi
wiem co czuje pogrzebacz
życie własne mają nogi
co tez rozumiem
więc teraz mi przebacz
ciebie nie rozumiem
zbyt kręte twe drogi
nawet wtedy miły*
kiedy się nakwaszę

Saszka Gałecki

* winno być miła, ale nie miało by takiego sensu jak z użyciem słowa miły

Friday, 2 October 2009

rzaden to post

Rzułta rzaba i rurzowe żodkiewki.

I co mi zrobisz?

Tuesday, 22 September 2009

nalewki style

zaraz się zacznie.
zaraz się zacznie, mówię Wam.
poproszę pięćdziesiątkę.
proszę.
chlup.
zaraz się zacznie.
ale co?
poproszę pięćdziesiątkę.
mówię, wam, zaraz się zacznie!
chlup.
poproszę pięćdziesiątkę.
ale co się zacznie?
poproszę jeszcze jedną.
a kto zapłaci?
aj waj! już się zaczęło!

Thursday, 10 September 2009

na fali

Doszło do tego, ze jedyna osoba z która sie obecenie widuje jest przeze mnie oplacana. Place za spotkania. Boze. Juz to widze, za kilka lat, 10 czy 15 bede powazna pania. Menadżer czy dyrektor. W każdym razie ambitnie do gory bede szla. Ale po pracy, w ktorej wszyscy beda musieli mnie sluchac. Po kilka godzinach spedzanych z ludzmi, ktorym poniekad bede placic, wroce do mieszkania. Pewnie bede jezdzic zajebistym samochodem. Takim z napedem na 4 kola i skorzana tapicerka. Wroce do mieszkania i co? Nie bede miala do kogo sie odezwac.
Kurwa jebana mać.

Moze i jęcze, jestem nieznosnia. Jestem wkurwiajaca, duzo mowie. Wydaje wszystkie pieniadze na ubrania. Moze i jestem egoistka. Moze tak. I nie lubie jak ktos mi mowi, co mam robic.
Nie wazne juz. Nikt mi nie jest potrzebny. Przeciez mozna za wszystko zaplacic. Kartą master kard.

Monday, 10 August 2009

wiesz co?

mam pracę
mam pieniądzę
mam dużo rzeczy
chyba jestem zdrowa
ale nie jestem szczęśliwa

mam w kieszeni szminkę i w kieszeni nóż
stoję na balkonie, palę papierosa
Warszawa i JA(fa)
stoję na balkonie palę papierosa,
szkoda, ze to wszystko się kiedyś skończy

Friday, 24 July 2009

W odpowiedzi na pytanie.

Jestem studentką prawie trzeciego roku kulturoznawstwa. Prawie, bo lenistwo nakazało mi odłożyć pewną sprawę na wrzesień. Ale nie mieszkam w Lublinie, tylko w miasteczku oddalonym o jakieś 144km. Jestem nudna i pusta. Słowa, słowa, słowa. Tylko to robię. Mówię, czytam i czasem coś napiszę. Mówię! Ech, gęba mi się nie zamyka. Niczym się nie zajmuję. Jestem bardzo zmienna. Z dnia na dzień wymyślam koncepcje, które zostaną obalone przez następne w ciągu kilku godzin. Staram się dotrwać do zmierzchu i zasnąć. Rano wstaję, chodzę w piżamie do południa. Jem cały dzień. Czytam, ale to już napisałam.

Kiedyś zajmowałam się muzyką, jednak nigdy do tego się nie nadawałam. Jakoś tak po prostu, pewnego dnia zagrałam ostatni koncert. Pół roku później był pierwszy z nowym zespołem, który też okazał być się ostatnim. W tej chwili takie rzeczy dzieją sie tylko w mojej głowie. Nie potrafię urzeczywistnić moich myśli. Wygodnie. Bezpiecznie. Bez możliwości upadku.
Co tu więcej.
Ubieram się dziwacznie. Czasem jak Tola z B27. Czasem jak różowa landryna. Czasem jak uczennica z angielskiej, prywatnej szkoły. Czasem lans na burżuja, czasem na żula. Takie skrajności.
Używki.
No oczywiście, jak każdy młody, hujowy, zdołowany człowiek. Wino lubię i coś do palenia także.

Dieta.
Jestem człowiekiem ciągle odchudzającym się. Ale bez efektów. Tkwię w tym swoim ciele i to mnie dołuje. Chciałabym, żeby człowiek mógł istnieć bez ciała. Sama jego istota, bez cielesności. To naprawdę ułatwiłoby życie.
Religia.
Nie wierzę w istnienie boga ani Boga. Nie chodzę do kościoła, chociaż mam za sobą chrzest, komunię i bierzmowanie. Byłam w "sekcie" RRN. I dlatego lubię śpiewać piosenki religijne. Naprawdę!
Lubię punk rocka, jazz i zakupy przez internet.
I nigdzie nie wybieram się na wakcje.
Cześć.
PS: zaczęłam zmieniać szablon i huj bombki strzelił

Wednesday, 15 July 2009

śmierdze jak pies kiedy jest tak gorąco

dzisiaj rozpłakałam się na środku ulicy, bo na dworze było tak gorąco.. moja bluzka okazała się być za małą, miałam zbyt obcisłe spodnie, za długie włosy na głowie. Autobus nie zatrzymał się na przystanku, szłam i płakałam. Jęczałam i narzekałam. Boże. Współczuje mu, ze musi to znosić. Niby nie musi, ale jeśli chce być ze mną to jednak musi.
Wystarczy mi drobne ziarnko piasku w bucie, żeby dzień przystroić awanturą. Ależ ze mnie huj złamany, żeby tak się wydzierać za nic. Bo zupa była za słona. Bo bluzka za bardzo opinała się na brzuchu ("ale ja w cale tego nie widzę, przesadzasz Magdusiu"). Ale ja widzę, czuję. A potem mówię, że życie jest beznadziejne a ja jestem darmozjadem. I tak jest. Beznadzieja. To najgorsze słowo. Jestem darmozjadem, ostatnio pieniądze zarobiłam we wrześniu zeszłego roku. Od tamtej pory pracy nie mam.
Kurwa, ale jestem hujowa.

Wednesday, 8 July 2009

the hearts asks pleasure first. the promise. always?

ciezko jest. naprawdde. biada, biada, ja wysiadam. czuje sie jak w filmie, bo ogladlam juz setki takich filmow. on. ona. no wiesz? takie tam, sprawy. ona. on. nic nowego. dla nich tak. dla ciebie? bynajmniej.
j
ak w filmie, zupelnie tak jak w filmie.
bo to jest jak film. jak film emitowany po 22. zeby dzieci nie ogladaly. i katolicy. po 24. albo w ogole o 3 w nocy.
moge sie smiac i ty tez. smiejmy sie! po co plakac na filmie? jeszcze takim. dla doroslych. smiech to zdrowie.
on kocha.
ona kocha.
ją kocha. jego kocha. ja Ciebie. Ty mnie. ciebie Ja. Mnie ty. biejacie. tyniem. ciejabie. niemty.tymnie. tymnie. tymnie. tymnie. tymniejaciebie.
ale to piękne. szkoda, że przez łzy.

Sunday, 5 July 2009

początek to dzieło Wałogryza z Włodawy - pozdrawiam

sto lat po pogrzebie
biednego żebraka
grzebał w ziemi
chłop popierdolony

i jak go odnalazł
tego trupa w lesie
to wyruchał
tak jak umiał

i dostał rzeżączki
kiły i mogiły
jak jego przywódca
umarł na syfilis
bo to było w Związku Sowieckim

z tego taki morał
płynie bardzo mądry
weź nie ruchaj
trupa w lesie

Saturday, 20 June 2009

The Beatles

ale sie nimi jaram!

Monday, 1 June 2009

nie!

na razie nie będę pisać notek, bo czuje sie źle. mam depresje, powraca magda z kompleksami, hujowym wszystkim i wszystkim i wszystkim i do tego beznadziejnym. i nie sądze, że Internet zniesie kolejną księżniczkę jęczybułę.

cześć

Tuesday, 19 May 2009

Pragnienie zaspokojone.

Mam ochotę na deszcz. Na ciepły, letni desz. Grube, pękate krople wody roztrzaskujące się o moją skórę. Mokre włosy. Mokre ubrania. Kałuże. Moje klapki są doszczętnie mokre, ślizgam się po płynącej ulicy. Warszawa zamieniła się ogromną łaźnię. Teraz wszyscy biorą prysznic. Biedni i bogaci. Samochody i trawaje. Chrześcijanie i Żydzi. Kobiety i mężczyźni. Ja i Ty. Zmieniamy nagle temat. Nie obchodzi nas polityka. Kryzys. Hossa lub bessa. Nie obchodzi nas, co zjemy na obiad. Gdzieś mamy wczorajszą kłótnię. Teraz jest deszcz. Deszcz pada i kropi. Krople i kropelki. Kro-pel-ki. Kro-pel-ki. Kro-pel-ki.
Czujesz? Zamiknij oczy. Rozpłyń się. Za chwilę słońce pokaże swoją twarz. Bardzo parną twarz. Zakładam okulary, bo bardzo mocno na mnie świecisz słoneczko. Mokre ubranie. Mokre myśli. Tak. Mam ochotę na letni deszcz.
Teraz!

napisane
18 lutego 2009

Monday, 11 May 2009

kura

Chcesz? Pójdziemy do parku, będę cicho. Obiecuję, tym razem ani słówka. O nim, o nich, o tym, tamtym. Będę patrzeć na Ciebie swoimi oczami. Przenikliwe są, fakt. Dresz? Mmmm.. prawidłowa reakcja. Ja też poczułam.Jaka jestem? Prócz tego, że gadatliwa. I że z tego gadania nic nie wynika? Mam oczy, usta, nos. Uszy, ręce, mam szyję. Brzuch. Nogi. Pośladki. Łokcie i kolana. W środku kości, żyły, mięśnie. Pulsująca krew. Bardziej w środku.. przykro mi. Bardziej w środku, już nie ma nic. Jestem zaplątana w paplaninie. W gadaniu, które pozbawione jest sensu. Mówię, żeby mówić. Żeby nie być w ciszy. Żebyś nie pomyślał czegoś o mnie. Tak. Mogę podać o czym. Nudzi się pewnie ze mną, nic nie mówi, może jest smutna? O tak. Ja tak bym pomyślała. Ale Ty, wiem. Jesteś inny. Ty po prostu milczysz. Obiecuję więc, od tej pory ani słówka. Już, koniec. Nic nie mówię, widzisz? Ojej, słyszysz? Mm.. to dobrze, bo naprawdę nic nie mówię.
Chodź szybko, zobacz. Ślimaczek. Trzeba mu pomóc, zgubił się. Zrób coś, no dalej. Przecież zaraz ktoś go zabije. Ile żyje ślimak? Dopóki ktoś go nie rozdepcze albo zje. Och.. jaki słodki, taki malutki. Chodź, będziemy ratować ślimaczki. Są śliczne i takie bezbronne.
***
Zobacz, coś mnie ugryzło? Nie? Ale szczypie i swędzi. Na plecach. Naprawdę? Jej, to musiał być jakiś ogromny komar!Podrap! Podrap mnie, proszę. Ooo.. tak dobrze. Mm..
***
SMS
i jak mi sie udalo? nic nie mowilam prawda? bardzo sie staralam naprawde.dziekuje, ja tez Cie kocham.

Wednesday, 22 April 2009

Boże

W moim pokoju panuje nieustanny CHAOS! Zawsze. Permanentnie! Paralelnie na wszystkich płaszczyznach. Pod łóżkiem, nad nim i łóżku samym. W łóżku znajduje się prześcieradło, dwie poduszki, kołdra. Czasem jakaś zbłąkana koszula nocna, czasem inna rzecz. Często też ja sama jestem jego elementem. Całkiem pokaźna rzecz, ciało ludzkie zaiste jest dość obszerne. Moje nawet bardzo. Pod łóżkiem trzymam pudełka od butów, kable, wieszaki. Kurz. I całe mnóstwo rzeczy, które popycham coraz dalej aż wskoczą grzecznie pod łóżeczko. Nad łóżkiem radio, lampka, krem, zdjęcie, gazeta.
A pod biurkiem? - zapytasz. A nic akurat, ale obok kartki, chustki, stare słuchawki. Tu panuje istny burdel i nic mnie nie motywuje żeby poukładać. Większość rzeczy ląduje na podłodze. Takie moje życie. Na początku potrzebuję czegoś bardzo, fascynuję się tym, interesuję, dotykam, używam. I bach! Spadasz. Degradacja do rangi śmiecia.
Bywa i tak, że przeprowadzam generalną akcję odwszenia. Piorę ubrania, wyrzucam śmieci do wora, ścielę łoże. Odkurzam i myję podłogę. Układam w szafie. Układam stosy książek, alfabetycznie lub od najwyższych do najniższych. Jestem potwornie zmęczona.A wystarczy odkładać rzeczy na miejsce. Nie, systematyczność to nie moja cecha. Zdecydowanie. Syfiara! A fe!

Tuesday, 21 April 2009

apopołudniu

1 LAMPKA
widzę kolor, smak, zapach i temperaturę
czerwono-rubinowe półsodkie, winogronowe - szczep Cabernet Souvignon, Pinot Franc oraz Merlot. Zapach? słodkiego deseru, jeszcze nie wiem jakiego. Kończę, dobre.. mm..

2 LAMPKA
Głowa trochę ciąży, trochę rwie na boki. Obok łóżko, może skorzystam. Czuję jakieś dobre ciastko. Zakazane mi ciastko. Dobre. Gitara gra i jest jak w wakacje. A słońce świeci. I jest tak jak ma być. Piję powoli, cieszę się smakiem. Chwilą.

3 LAMPKA
Mam Cię tylko dla siebie! Zazwyczaj wybieram półwytrawne, na chwilę obecną miałam tylko takie. Krasnoje polusladkoje, Staroj Monach. Mołdawskie.

4 LAMPKA
Gaśnie świat. Trzeba iść na wykład.

Tuesday, 14 April 2009

nie mam

znajomych.

jak przyszło co do czego, to jeden, jedyny człowiek (oprócz tego, który zawsze chce) miał dla mnie czas. Miał 3 godziny i je wykorzystałam.

Więcej nie miał.
Więc teraz siedzę tu i wymyślam strategie długofalowe.

Brak efektów.
jedno słowo:
________ kurwa

Wednesday, 25 March 2009

potrzebny doktor Paj Chi Wo

Szykuje się hardcore'owy weekend na Majdanku. Nie ma to jak wypoczynek sobotnio-niedzielny. Nauka. Nauka. Ledwo oderwałam się od sterty rozwalonych ubrań, które należy poskładać. Dopiero, co byłam uważana za najgorszego śmiecia, którego można skopać, zdeptać, splunąć nań a doń zaś powiedzieć: do widzenia. Życie, nieobliczalne życie. Dziś przynosisz mi awans społeczny. A jutro pewnie rzucisz mnie na pożarcie głodnym lwom. I nie pomogą modlitwy. Trzeba się ostro brać do pracy. Kuć żelazo póki gorące. Farmazony powiesz. Oj, nie postarała się, truizmy. Bzdet. Może i tak. Są rzeczy gorsze, są i te lepsze. Teraz jest to gorsze, a w życiu to lepsze(?).

***

A tak w ogóle, to źle się czuję. Fizycznie. Głowa. Brzuch. Kości. Wszystko na zmianę lub złośliwie - jednocześnie. I nie ma w tym sprawiedliwości. Czemu mnie boli głowa? A czemu nie Ciebie? Wolałabym, żeby wszystkich bolała głowa a mnie to opuściło. Tak. Tak. Tak. Jestem egoistką. Altruizm zostawiam Tobie. Od tak, bo dość mam współczucia i użalania się innych. Teraz ja się użalam. Tutaj mogę. Mogę jęczeć, narzekać i krzywić się.
Jęk. Ach! Ojej! Sss.. Oh! Oh, zabierz ten ból. Panadol ani żaden Pyralgin (Pyralgina? Pyralginum? - panie farmaceutki, aptekarki, panie magister zawsze mówią Pyralgina) nie zrobią tego. Ja już to sprawdziłam. Kiedy ból głowy przychodzi 8 razy na 7 dni w tygodniu (jak to możliwe?) to już żaden lek nie pomaga. Wentylacje. Wietrzenie. Spacer. Używki. Jedzenie. Brak jedzenie. Muzyka. Brak muzyki. Hałas. Cisza. Nic nie pomaga. Może to urojenie?
A na domiar złego słońce, które jest schowane za chmurami razi!
Co się ze mną dzieje? Może ktoś z Was, skrytych czytelników wie? Wyraź to!

Tuesday, 17 March 2009

możesz wierzyć albo nie

Mówili na to miejsce burdel. Burdel, po prostu burdel. Ja widziałam ten dom zupełnie inaczej. Wychowałam się tak i jakże szybko dojrzałam. Przytłumione światło, barwa głębokiego burgundu, zapach cygara, absyntu - osnutego czcią. Dym. Okrzyki rozkoszy i szloch zbrukanych dziewcząt. Artyści: poeci, malarze, instrumentaliści. Pijani literaci. Zabójczo przystojni, czarujący, doskonali kochankowie. Mieli jedną, podstawową wadę. Nie płacili. Nie mieli z czego. Czasem oddali kosztowny zegarek, podarunek od starszej pani. Brak pieniędzy przeszkadzał jedynie Mme Anne oraz niektórym z panien. Tym pazernym, zblazowanym, znudzonym i wypalonym. Ja gustowałam w poetach. Byli dla mnie rozkoszą większą niż stare perły przeplatane złotem. Dostałam je od pewnego bufona, chciał ze mną spędzić noc. Oferował wysokie sumy, kolację, najwyższej klasy hotel. Podarował mi perły i czarną suknię. Podziękowałam ślicznie. Nie zjawiłam się na kolacji.
***
Recytowali dla mnie wiersze, obsypywali kwiatami. Pieścili namiętnie każdy kawałek mojej duszy. Czasem wystarczył im mój uśmiech, by poczuli to, za co innym należało płacić. Jako jedyna miałam swobodę wyboru. Mogłam odmawiać. Mme Anne była moją daleką ciotką. Nie potrafiła traktować mnie tak samo jak inne. Nigdy, tak jak one, nie trafiłam na ulicę. Nigdy też, nie miałam tam trafić.
***
Pierre był jednym z nich. Obnosił się do mnie z szacunkiem godnym Najświętszej Panienki. Szeptał: Bonjour Princesse. Comment ca va? Tu es belle comme une fleurette, qui j'ai vole pour Toi. Jakże uroczo brzmiał francuski w jego ustach. Przychodził pod dom zawsze, kiedy słońce zaczynało chować się za murami miasta. Uwielbiał zachody słońca. A ja uwielbiałem Pierra. Beztrosko porywał mnie na nocne spacery wśród starych kamienic. Rozmawialiśmy o filozofii, kulturze, poezji. Dekadencja prowadziła nas wprost do Noire Minette. Miały tam miejsce spotkana bohemy, do której należał. Chodziłam tam z wielką ochotą. Uwielbiałam zanużyć się w ich poezji. Słowa oplatały mnie niczym ciepłe, męskie ramiona. Piłam absynt, ach! niemiłosiernie palił przełyk. Wyzwalający demon swobody umysłu wstrząsał moim ciałem. Martin częstował mnie papierosami, a George ustępował swojego miejsca.
Naprawdę byłam ich księżniczką. Żaden nie miał prawa mnie dotknąć bez mojej zgody. A ta, pojawiała się niezwykle rzadko. Kochali mnie za tę niezależność. Kochali. Szanowali. Po części była to zasługa mojej zniewalającej osobowości, po części strach przed gniewem Mme Anne. Niektórzy z nich uważali mnie za swoją muzę, ideał, którego nie mogą zbesztać.
Mężczyźni w moim życiu stanowili źródło rozkoszy, wznosili moje i tak nabrzmiałe poczucie własnej wartości. Byli integralną częścią mojej duszy. W takim samym stopniu postrzegałam ich jako zabaweczki. Jednak moje niebo nie znajdowało się w męskim ciele ani duchu. Istniało zupełnie w innym pierwiastku. Nigdy im tego nie powiedziałam.

Wednesday, 11 March 2009

sztuczny uśmiech

Mam dobry humor. To zaskakujące, ale mam dobry humor! Naprawdę, wspaniałe uczucie. Nie robię nic, co dawałoby mi radość, a jednak. Udaje się. Sekret? Tkwi w moich myślach. Czasem potrafię wyobrazić sobie tyle szczęścia, że zaczynam w nie wierzyć. I tak od jakiegoś czasu żyję myślami kilka lat wcześniej. Wydaje mi się, że czas nie upłynął i wszystko jest możliwe. Włączam sobie radosną muzykę, która kiedyś umilała i stanowiła podstawę życia. Słucham jej z dziwnym sentymentem. Widzę wtedy obrazy, czuję zapach, czuję ciepło lub chłód, który wtedy mi towarzyszył. Zatracam się w tym i już nie wracam do rzeczywistości. To zabawne, bo ta ułuda
towarzyszy mi nieustannie. Tak bardzo pochłania moją rzeczywistość, że nie poznaje ludzi na korytarzu. Nie słyszę kiedy ktoś do mnie mówi. Nie reaguję. A moja twarz prawdopodbnie przybiera minę nieadekwatną do sytuacji. Potrafię zaśmiać się w duchu i niespodziewanie wzbudzić tym zainteresowanie innych. Czym? Głośnym śmiechem, który słychać w sali obok.
Uciekam w sen. On daje najwięcej przyjemności. Przez kilka godzin mogę myśleć, być tu i tam. Mogę wszystko. Po tych seansach, trudno jest powrócić od razu do świata żywych. Dlatego mam uśmiech na twarzy. Kiedy zaczyna mi go brakować, zamykam się znów. Ja i moje fantazje. A może tylko wspomnienia? Cudownego życia, które miałam. Niedocenionego. Bezpowrotnie utraconego.

Tuesday, 3 March 2009

łóżko a nad nim wspomnienie

Zastanwiam się właśnie nad istotą przyjaźni. Nigdy nie miałam wielu przyjaciół. Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że było ich zaskakująco mało. Dwie? Trzy, trzy osoby. Chłopak i dwie dziewczyny. Z dwójką z nich nie mam w ogóle kontaktu. Z trzecią osobą czasem koresponduję przez Internet. Robert. Agata. Justyna. Kolejność wymieniania nie jest przypadkowa. Zaczęłam od osoby, z którą zaprzyjaźniłam się najwcześniej, jednocześnie, to ta, która pozostawiła w moim sercu największą ranę. Nigdy wcześniej nie myślałam, że to tak (sic!) się skończy.

Bo cóż to jest przyjaźń? Arystoteles powiada, że jest jedną z cnót. Wyróżnia przyjaźń idealną, która jest wartością samą w sobie. Jego filozofia jednak zakłada istnienie przyjaźni opartej na pewnym celu, który ludzie chcą zrealizować. Może to być przyjemność czy też użyteczność.

Głupia! Nigdy więcej tak nie ufaj ludziom! Dotarło do mnie wreszcie, że przyjaźń to coś bardzo niezdrowego. Przebywając z kimś często, przywiązałam się to tej osoby. Tym trudniej znieść rozstanie. To chyba nawet więcej niż miłość. Przyjaźń jest pozbawiona wszelkich cech negatywnych. Nie ma w niej zazdrości a po rozstaniu nie powinno pojawić się cierpienie. Moja przyjaźń była cudowna. Nieświadoma, ślepa na otaczającą mnie rzeczywistość wkładałam w to uczucie całą siebie. Nie sądziłam, że kiedyś się skończy. Żadna. Pomimo, że jedna się skończyła, ja brnęłam w następną. W rezultacie z przyjaciela zostało mi kilka wspomnień i zdjęcie przyklejone przy łóżku. Niby wszystko między nami skończone, nie mam od nich wieści od dawien dawna. Gdybym kogoś spotkała (spotkałam!) na ulicy, nie miałabym o czym rozmawiać. Życie toczy się dalej i tylko gorzki smak w ustach pozostał. Obiecujące znajomości okazały się być kolejną pomyłką. Godziny spędzone razem na rozmowach i wspólnych zainteresowaniach, teraz nie mają żadnego znaczenia.

Pytam się czemu? Dlaczego to wszystko się teraz dla Was nie liczy? Jestem bardzo wrażliwą kobietą, wszystko, absolutnie wszystko biorę sobie do serca. Czasem kilkaset razy analizuję jedną, błahą rozmowę. Choć mam ochotę do Was napisać i rzucić się na szyję przy najbliższej okazji, to tego nie zrobię. Coś w środku mnie zastygło. Coś w środku mnie bardzo cierpiało i teraz nie chce tego więcej. Coś w środku mnie, wie, że dla Was już nie istenieję. A te zdjęcia przy łóżku? Nie potrafię ich zdjąć, przypominają mi,że kiedyś byłam dla Was ważna.

Saturday, 28 February 2009

Razem, czyli osobno?

Pojawił się w moim życiu całkiem niespodziewanie. Choć sama nie wiem, kto kogo bardziej zaskoczył. Nic nie wskazywało na to, że życie będzie płatać nam takie figle. Z początku szał fascynacji. Uczucie rosło i rosło. Pierwsza kłótnia. Pierwsze próby rozstania. Ten pierwszy raz, on chciał z nas zrezygnować. Nie dałam za wygraną. ale i tak emocje stygły. Wyjechałam. Z powrotu tylko ja się cieszyłam. Takie wrażenie odniosłam. Minęło pół roku naszego istnienia jako jeden byt. Ten dzień nie należał do udanych, w powietrzu unosiła się woń żalu, rozczarowania, złości. Miłość? Gdzieś sobie poszła. Niedługo po tym, nastał koniec. Tym razem, to ja miałam dość. Zadałam ból i Jemu i sobie. Trwało to niecały miesiąc.
Wakacje nad morzem.. same dobre wspomnienia.
Cały rok zawirowań i rozłąki.
Kolejne razem (?) spędzone wakacje.
A teraz jak jest? Razem, osobno? Pytam siebie. Pytam Ciebie. Nie mam odpowiedzi. Czasem razem, czasem osobno. Tak nie jest dobrze, ale nie może być inaczej. Nie potrafię być przy Tobie cały czas. Ani Ty tego nie uczynisz. Nie teraz. Teraz na pewno nie.
Chciałam napisać miło i przyjemnie, lekko o naszej znajomości. Nie potrafię, w głowie, w sercu, w pamięci mam więcej tych przykrych obrazów. Łzy. Moje i te Twoje. Pomimo tego, czuję ciepło kiedy o Tobie myślę. Chcę do Ciebie wracać i robię to. W Twoich ramionach odnalazłam schronienie. Pomimo zła, które wzajemnie sobie dajemy, nadal Cię kocham. Coś w środku mówi mi, że to jeszcze nie jest koniec. Naprawdę nie mam pojęcia jak ma wyglądać nasze dalsze życie. Ty też nie wiesz, co będzie za rok, czy dwa. Wiem, że dzisiejszy wieczór spędzę w objęciach Ukochanego. Ale jak będzie jutro? Razem, czy osobno. Nie wiem. A może razem - czyli osobno.

Wednesday, 25 February 2009

o Ironio!

Coz za nartystyczna nazwa bloga. Ani jafa. Po polsku - jestem piekna. Nigdy tak o sobie nie mysle, ale postanowilam zaczac. Pomimo tego jak wygladam, jak sie czuje, chce zaczac patrzec na siebie inaczej. Nie chce byc szara, brzydka mysza. Jestem piekna. Ani jafa. Po prostu! Czy moze byc inaczej? Jesli ktos, nieustannie od dwoch lat powtarza mi to slowo? Jesli patrzac mi w oczy, a w dloniach chroniac moja dlon, szepcze: slicznotka. Czy mam prawo nadal uwazac, ze jest inaczej?
Wszystko to przez kulture, w ktorej sie wychowalam. Kobieta, ktora z udawanym wstydem przyjmuje komplementy jest uwazana za dobrze wychowana. Kiedy w zartach, na komplement odpowiadam stwierdzeniem: dziekuje, ale wiem o tym, ze.. zostaje uznana, za bezczelna egoistke.
Tak chyba lepiej sie zyje. Wredni, zlosliwi, egocentrycy. Ludzie o zimnym sercu, chlodnym, trzezwym umysle. Wyrachowani, dumni, butni i wierzacy w siebie. Kochajacy. Podziwiajacy. Uwielbiajacy... siebie. Tak. Tym, zyje sie o niebo lepiej. Od dzis. Od dzis postanawiam twardo stapac po ziemi. Od dzis, moj drogi.
Ani jafa.
Jestem piekna. O tak!