Mam ochotę na deszcz. Na ciepły, letni desz. Grube, pękate krople wody roztrzaskujące się o moją skórę. Mokre włosy. Mokre ubrania. Kałuże. Moje klapki są doszczętnie mokre, ślizgam się po płynącej ulicy. Warszawa zamieniła się ogromną łaźnię. Teraz wszyscy biorą prysznic. Biedni i bogaci. Samochody i trawaje. Chrześcijanie i Żydzi. Kobiety i mężczyźni. Ja i Ty. Zmieniamy nagle temat. Nie obchodzi nas polityka. Kryzys. Hossa lub bessa. Nie obchodzi nas, co zjemy na obiad. Gdzieś mamy wczorajszą kłótnię. Teraz jest deszcz. Deszcz pada i kropi. Krople i kropelki. Kro-pel-ki. Kro-pel-ki. Kro-pel-ki.
Czujesz? Zamiknij oczy. Rozpłyń się. Za chwilę słońce pokaże swoją twarz. Bardzo parną twarz. Zakładam okulary, bo bardzo mocno na mnie świecisz słoneczko. Mokre ubranie. Mokre myśli. Tak. Mam ochotę na letni deszcz.
Teraz!
napisane
18 lutego 2009
napisane
18 lutego 2009

