Tuesday, 17 March 2009

możesz wierzyć albo nie

Mówili na to miejsce burdel. Burdel, po prostu burdel. Ja widziałam ten dom zupełnie inaczej. Wychowałam się tak i jakże szybko dojrzałam. Przytłumione światło, barwa głębokiego burgundu, zapach cygara, absyntu - osnutego czcią. Dym. Okrzyki rozkoszy i szloch zbrukanych dziewcząt. Artyści: poeci, malarze, instrumentaliści. Pijani literaci. Zabójczo przystojni, czarujący, doskonali kochankowie. Mieli jedną, podstawową wadę. Nie płacili. Nie mieli z czego. Czasem oddali kosztowny zegarek, podarunek od starszej pani. Brak pieniędzy przeszkadzał jedynie Mme Anne oraz niektórym z panien. Tym pazernym, zblazowanym, znudzonym i wypalonym. Ja gustowałam w poetach. Byli dla mnie rozkoszą większą niż stare perły przeplatane złotem. Dostałam je od pewnego bufona, chciał ze mną spędzić noc. Oferował wysokie sumy, kolację, najwyższej klasy hotel. Podarował mi perły i czarną suknię. Podziękowałam ślicznie. Nie zjawiłam się na kolacji.
***
Recytowali dla mnie wiersze, obsypywali kwiatami. Pieścili namiętnie każdy kawałek mojej duszy. Czasem wystarczył im mój uśmiech, by poczuli to, za co innym należało płacić. Jako jedyna miałam swobodę wyboru. Mogłam odmawiać. Mme Anne była moją daleką ciotką. Nie potrafiła traktować mnie tak samo jak inne. Nigdy, tak jak one, nie trafiłam na ulicę. Nigdy też, nie miałam tam trafić.
***
Pierre był jednym z nich. Obnosił się do mnie z szacunkiem godnym Najświętszej Panienki. Szeptał: Bonjour Princesse. Comment ca va? Tu es belle comme une fleurette, qui j'ai vole pour Toi. Jakże uroczo brzmiał francuski w jego ustach. Przychodził pod dom zawsze, kiedy słońce zaczynało chować się za murami miasta. Uwielbiał zachody słońca. A ja uwielbiałem Pierra. Beztrosko porywał mnie na nocne spacery wśród starych kamienic. Rozmawialiśmy o filozofii, kulturze, poezji. Dekadencja prowadziła nas wprost do Noire Minette. Miały tam miejsce spotkana bohemy, do której należał. Chodziłam tam z wielką ochotą. Uwielbiałam zanużyć się w ich poezji. Słowa oplatały mnie niczym ciepłe, męskie ramiona. Piłam absynt, ach! niemiłosiernie palił przełyk. Wyzwalający demon swobody umysłu wstrząsał moim ciałem. Martin częstował mnie papierosami, a George ustępował swojego miejsca.
Naprawdę byłam ich księżniczką. Żaden nie miał prawa mnie dotknąć bez mojej zgody. A ta, pojawiała się niezwykle rzadko. Kochali mnie za tę niezależność. Kochali. Szanowali. Po części była to zasługa mojej zniewalającej osobowości, po części strach przed gniewem Mme Anne. Niektórzy z nich uważali mnie za swoją muzę, ideał, którego nie mogą zbesztać.
Mężczyźni w moim życiu stanowili źródło rozkoszy, wznosili moje i tak nabrzmiałe poczucie własnej wartości. Byli integralną częścią mojej duszy. W takim samym stopniu postrzegałam ich jako zabaweczki. Jednak moje niebo nie znajdowało się w męskim ciele ani duchu. Istniało zupełnie w innym pierwiastku. Nigdy im tego nie powiedziałam.

2 comments:

Anonymous said...

Czemu interesujesz się kulturą żydowską?

Magdalena said...

To jest pytanie wymagające bardzo długiej, złożonej odpowiedzi. Może kiedys wspomnę o tym na blogu.
Ale tak ogólnie, to bardzo lubię muzykę klezmerską i poznanie jej pociągnęło mnie do zainteresowania się kulturą Żydów w szerszym aspekcie.
Z drugiej strony od zawsze byłam gdzieś obok tej kultury i byłam przyzwyczajona do tolerancji. Ja po prostu to lubię.